piątek, 21 września 2012

przedostatni letni dzien

piękne słońce, 18 stopni i prawie bez wiatru.
a my siedzimy z katarem w domu.
Helena robi zdjęcia i układa puzzle.
mama gotuje wzmacniający bulion.
pachnie jesienią.



zdjęcia robione przez Luśkę - jeszcze w sierpniu.
no wrodzony talent :)

piątek, 14 września 2012

więc jednak nastała era

różu!!!
a taką miała matka nadzieję, że przejdzie bokiem.
jakkolwiek róż ślicznym kolorem jest ;)

może to tylko chwilowe?

"mamo, perfumy barbie chciałam..."







poniedziałek, 10 września 2012

urodziny

całą sobotę imprezowałyśmy.
najpierw u Mai, później u Szymka.
na pierwszych Urodzinach - z racji tego, że nikogo wcześniej nie znała - nie odstępowała mnie na krok przez godzinę i tylko obserwowała, podjadając paluszki.
potem zainteresowała  się szafkami obklejonymi naklejkami ze zwierzątkami - otwierała i zamykała je prze 20 minut.
ostatnie 40 szalała razem z innymi dziewczynkami.
no może nie do końca szalała- ale w miarę dobrze się bawiła ;)
w drodze do Szymka padła - po tym jak  oczywiście stanowczo odmówiła zamknięcia oczu i przespaniu sie chwileczkę.
na miejscu za to nie było mowy nawet o chwilowym przestoju ;)
było za to :
malowanie buzi - Szymon w tygryska, Lusiek w kotka,
radosne witanie następnych gości - fantastycznie przebranych za różnej maści zwierzęta i owady :),
taniec z balonami,
dmuchanie świeczek i gryzienie cukrowych zwierząt z torta,
uciekanie przed krokodylem,
zabawa w chowanego,
układanie grzybków,
jedzenie tony kurczaka, frytek i żelków,
bieganie po mokrej od deszczu trawie,
gonitwa za piłką,
i za lampionem, który nie chciał polecieć bo za bardzo wiało.
do domu wróciła nieprzytomna za zmęczenia.
i tragedią było zmycie pomalowanej buzi - bo Tata nie zobaczy!
a emocje nie pozwoliły jednak tak szybko zasnąć i na koniec wylądowała w łóżku rodziców, razem ze swoim Mu.


update ;)

zdjęcia robione przez Ciocię Madzię i mamę

przygotowania do imprezy

królisia dla Mai, łoś na kiju dla Szymka, sukienka dla Luśki -  i wszystko uszyte przez mamę, hehe
sukienka z super wykroju że strony shwin and shwin - jakby ktoś miał ochotę :)

sobota, 1 września 2012

czy naprawdę

dziś jest pierwszy września?! nie wiem jak to się stało...
opuściłyśmy wczorajszy Blog Day,
i  pełnię Blue Moon!



cóż, czas leci jak szalony- mama pracuje nad nowym projektem, którym ma nadzieję się niedługo z Wami podzielić.
a  helena z malucha awansowała na starszaka  :) do przedszkola doszło sporo nowych i lusiek już nie jest z tych najmłodszych -  z czego się bardzo cieszy.
zaliczyła pierwszą wyprawę do Technoludka - co okupione zostało sporymi emocjami - od strachu i niepewności, aż po radość i dumę z siebie.
i następne książki z biblioteki mamy, i meble malujemy, i dużo gotujemy.
również dla Cioci Nadzi, która się przeprowadza i ma dużo innych rzeczy na głowie.
a wczoraj jadłyśmy pyszne falafelki
bo my kochamy  cieciorkę :)
tu np jest przepis: 
http://strawberriesfrompoland.blogspot.com/2011/02/andzela-ty-falafelu.html


czwartek, 16 sierpnia 2012

nowa pasja - fotografia

Wczorajszą upalną, sierpniową środę spędziłyśmy z Helenką razem. We dwie.

Najpierw pojechałyśmy do parku nakarmić kaczki a kiedy skończył nam się przygotowany przez mamę prowiant Luśka zrobiła kaczkom parę zdjęć. Ostatnio uwielbia zabierać ze sobą aparat i uwieczniać to co się dzieje dookoła.
Byłyśmy również na placu zabaw. Co prawda Lusia nie była przygotowana pod kątem stroju ;) - krótka spódniczka hamowała ślizganie. Ale za to wdrapywała się z pomocą cioci na drążki, przeskakiwała po ich na rękch jak Jake (tak, tak podtrzymywałam Loulou) i długo zwisała kołysząc się do przodu i do tyłu podciągając nogi , na tych niższych oczywiście ;)
A potem były obiecane lody ;)
Wróciłyśmy padnięte. Obie ;) Ale zadowolone.

Ciocia Eva ;)







środa, 8 sierpnia 2012

morze

tym razem pogoda nas zaskoczyła - było słonecznie, ciepło i prawie nie padało :)
Helena w pierwszy dzień chciała wracać do domu - tęskniła za swoim domem, łóżkiem, Kofi i Figo.
i nic jej nie mogło pocieszyć.
na szczęście morze wynagradzało wszystkie niedogodności.
a ulubioną rozrywką - oprócz budowania zamków z piasku -było uciekanie przed falami.
codziennie jedliśmy lody - Tata z Córką tylko jedne - kręcone, czekoladowe; Mama eksperymentowała.
najbardziej smakowały Figa z Makiem!
były zabawy w małpich gajach, frytki z rybą, gofry,  molo w Kołobrzegu, jazda na samochodzikach za 2 złote i pierścionki z automatu.
przeczytałyśmy Melę na rowerze trzy razy, Przyjęcie Tygryska i pół trzeciej części Julka i Julki.
Jake i Piraci wychodzą nam bokiem po oglądnięciu po raz 34678 - na laptopie, bo tv było zepsute ;)
raz zmoczył nas deszcz,
nazbierałyśmy cały kaptur szyszek ( tak, tak - muszelek w tym roku prawie nie było! )
przejechałyśmy się rowerojeździkiem - głównie Tata pedałował ;)
puszczaliśmy mnóstwo baniek.
i dużo spacerowaliśmy.
a później z radością wróciliśmy do domu.
do swoich łóżek, Kofi i Figo.

(zdjęcia niestety większości z telefonu )

dzień pierwszy - jeszcze nieśmiało ;)



 i jak ty teraz wycofać?

za czekoladowym potworem lodowym odwracali się ze śmiechem wszyscy :)) potwór nawet okiem nie mrugnął - lody były ważniejsze!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...