poniedziałek, 16 stycznia 2012

Kolejne nowe słowo, nabyte w trakcie sobotniej kąpieli , w której towarzyszyła Helence - ciocia.
Wystarczyło ze ciocia się tak do Luśki zwróciła i słyszy jak Luśka z uśmiechem na twarzy i spojrzeniem prosto w oczy powtarza. No to zawołałyśmy mamę. Ale się śmiała ;) Wiec teraz Luśka do mamy woła Bejbe ;)
A mama chora. A miała się nie dać...

piątek, 13 stycznia 2012

trzynastego

w piątek siedzimy w domu. pogoda okropna, wieje, pada deszcz ze śniegiem. nic się nie chce.
tydzień minął nie wiem kiedy, helenka nauczyła się mówić - mam, daj, i ho ho ho ( okrzyk mikołaja ;) - tym ostatnim zaskoczyła nas zupełnie. tęskni za mikołajem :) więc nadal czytamy książeczki świąteczno-mikołajowe. z jednej z nich ten okrzyk :)
poza tym powoli żegnamy się z pieluchami ( w końcu! ) załapała w końcu i od dwóch dni zakładamy je tylko do przedszkola i na noc! uf

sobota, 7 stycznia 2012

leniwy piątek

to z wczoraj,super leniwego dnia :)
dzięki Babci Jasi spaliśmy po imprezie do 11, później zjedliśmy pstrągi na obiad i pojechaliśmy na kawę do Szymka :)
wiem że zdjęcie fatalnej jakości,  ale nie mogłam się oprzeć :)
czyż te dwa sombrera nie są fantastyczne ? ;)
kopytek co prawda nie zjedli.
ale było tyle innych zajęć...
i co z tego że nie spałam w ciągu dnia mamo, wcale nie jestem zmęczona!!
i absolutnie nie zamierzam wychodzić!!!

na szczęście mimo wszystko szybko zasnęła :) a mama wykradła Tacie ulubioną tabletkę do kąpieli z Mydlarni i wzięła gorącą kąpiel.
podobno pomaga na obolałe od tańca nogi ;)

naciśnij mnie

ostatnio ulubiona książka Helenki.
super pomysł :)
kilka kropek a jaka zabawa!
no więc - naciśnij mnie :) 

środa, 4 stycznia 2012

z nowy rokiem

powoli przełamujemy niechęć do mówienia.
powoli nam idzie i nie całkiem wyraźnie, ale zawsze coś.
na Jagę mówi gaga, albo jaja - zależy co wyjdzie.
berek ( ostatnio ulubiona zabawa w drodze do lub z przedszkola ) - belek
a na deszcz mówi pak pak - jakoś nie daje rady na odwrót ;)
no i pięknie mówi - chodź.
wyraźnie i tak dźwięcznie na końcu.
to moje ulubione słówko ostatnio.

 zaraz po drzemce :)

sylwester

w sylwestra po raz pierwszy Lusia spała poza domem.
u swojej kuzynki, razem z Babcią.
dzielnie to zniosła, ponoć nawet całkiem dobrze się bawiła.
gorzej z matką ;) humor poprawił jej się dopiero kiedy dostała sms od Babci że wszystko ok i mała śpi.
eh.
 a wyprawa na Rynek prawie zakończyła się katastrofą - o mały włos a samochód zostałby na parkingu w centrum handlowym, po który wróciliśmy ok 16.20 -  centrum było do 15.00, a nie jak twierdził Tata - do 17 :)

migawki ze świąt

tak szybko minęły....
ciepłe, bez śniegu.
za to wśród bliskich, radośnie.
i z odrobiną grozy ;) kiedy to Helenka w drugi dzień świąt, praktycznie tuż pod nosem rodziców,  pomalowała sobie rzęsy lakierem do paznokci.
niebieskim.
na szczęście nic złego się nie stało.
tylko matka zawał serca przeszła.



 
w końcu dosięgam do włącznika ;)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...